Beneficjent nie może płacić za błędy systemu i cudze nadużycia
Są takie sprawy, w których język urzędowy przestaje wystarczać. Nie dlatego, że prawo traci znaczenie. Przeciwnie — dlatego, że prawo musi zostać wydobyte spod warstwy formuł, regulaminów, wezwań, pouczeń i automatycznych pism. Sprawy Beneficjentów programu „Czyste Powietrze” należą właśnie do tej kategorii.
Dla wielu osób problem nie zaczął się od analizy regulaminu. Nie zaczął się od projektu ustawy, od Rządowego Centrum Legislacji ani od sporu o wykładnię przepisów. Zaczął się od koperty. Od wezwania do zapłaty. Od informacji, że trzeba „zwrócić dotację”. Od pisma wykonawcy żądającego pieniędzy. Od nakazu zapłaty. Od telefonu z Funduszu. Od postanowienia prokuratury o umorzeniu sprawy, mimo że prace nie zostały wykonane, wykonawca pobrał środki, a dom Beneficjenta został z problemem, którego nie da się wyjaśnić jednym zdaniem.
Trzeba więc powiedzieć jasno: w sprawach „Czystego Powietrza” nie chodzi wyłącznie o dotacje. Chodzi o odpowiedzialność państwa za sposób zorganizowania programu publicznego. Chodzi o granice dopuszczalnego przerzucania ryzyka na obywatela. Chodzi o to, czy Beneficjent — często osoba działająca w zaufaniu do instytucji publicznej, do symboli państwa i Unii Europejskiej, do dokumentów wyglądających oficjalnie — może zostać potraktowany jako najłatwiejszy adresat roszczenia tylko dlatego, że system nie potrafił albo nie chciał w porę zatrzymać nadużyć.
„Zwrot dotacji” — słowo, które fałszuje rzeczywistość
Jednym z najpoważniejszych błędów językowych, ale i prawnych, jest bezrefleksyjne mówienie o „zwrocie dotacji” przez Beneficjenta. W wielu sprawach środki nie trafiły przecież realnie do Beneficjenta. Trafiły bezpośrednio na rachunek wykonawcy. To wykonawca miał wykonać prace, rozliczyć dokumenty, dostarczyć urządzenia, wykonać montaż, przedstawić faktury, doprowadzić inwestycję do końca.
Dlatego szczególnie mocno wybrzmiewa zdanie: „Państwo nie jesteście wzywani do zwrotu dotacji, bo nie mogą państwo dokonać zwrotu.”
Jeżeli pieniądze otrzymał wykonawca, a nie Beneficjent, to Beneficjent może być co najwyżej wzywany do sfinansowania zwrotu. To różnica fundamentalna. Zwrotu dokonuje ten, kto coś otrzymał. Sfinansowania zwrotu żąda się od osoby, na którą próbuje się przerzucić ekonomiczny ciężar cudzego działania.
I właśnie przeciwko takiemu uproszczeniu należy się stanowczo sprzeciwić.
Beneficjent nie powinien pozwolić, aby język pisma z Funduszu z góry przesądził o jego winie. Wezwanie do zapłaty nie jest wyrokiem. Nakaz zapłaty nie jest jeszcze przegranym procesem, o ile zostanie zaskarżony w terminie. Umorzenie postępowania przez prokuraturę nie jest sądowym stwierdzeniem, że nie doszło do przestępstwa. A pismo wykonawcy nie jest dowodem, że wykonawca ma rację.
Program, który miał chronić, wystawił obywatela na ryzyko
Nie wolno uciekać od zasadniczego pytania: jak to możliwe, że program publiczny, finansowany ze środków publicznych i europejskich, adresowany często do osób mniej zamożnych, dopuścił do takiej skali problemów?
Oficjalne dokumenty projektowe nie pozostawiają złudzeń. Mechanizm prefinansowania zakładał przekazywanie zaliczki bezpośrednio na rachunek wykonawcy, a wykonawca odgrywał centralną rolę w całym mechanizmie, bo to on otrzymywał środki i realizował inwestycję.
Jednocześnie w dokumentach rządowych wskazano katalog nadużyć, który dla osób prowadzących sprawy Beneficjentów brzmi nie jak teoria, ale jak opis codziennej praktyki: wprowadzanie w błąd, dokonywanie czynności bez zgody Beneficjentów lub na ich niekorzyść, fałszowanie podpisów, dokumenty potwierdzające nieprawdę, wadliwe roboty, brak urządzeń wskazanych w umowie, zła jakość prac, zawyżanie kosztów nawet o kilkaset procent, brak wniosków o płatność, brak rozliczenia zaliczek oraz upadłości wykonawców po pobraniu pieniędzy.
To nie są drobne uchybienia. To jest opis mechanizmu, w którym zderzyły się trzy elementy: publiczne pieniądze, niewystarczająco zabezpieczony regulamin oraz profesjonalni wykonawcy, którzy w wielu przypadkach wykorzystali słabość systemu i słabość Beneficjenta.
Najbardziej porażające jest jednak to, że dokumenty projektowe same przyznają, iż wielu Beneficjentów nie miało prawie żadnych dokumentów dotyczących przedsięwzięcia, nie znało rzeczywistego zakresu wniosku, nie wiedziało, jakie oświadczenia są składane, a po podpisaniu pełnomocnictwa nie było dalej informowanych o sprawie.
W takim stanie rzeczy opowieść, że „Beneficjent sam sobie wybrał wykonawcę”, jest nie tylko płytka. Jest niesprawiedliwa.
Nie można zasłaniać się regulaminem, gdy obywatel stoi pod ścianą
Regulamin programu „Czyste Powietrze” nie jest Konstytucją. Nie jest ustawą. Nie jest aktem, który może unicestwić podstawowe zasady odpowiedzialności, proporcjonalności, ochrony słabszej strony i zaufania obywatela do państwa.
Jeżeli regulamin staje się narzędziem do przerzucenia ciężaru nadużyć na osobę fizyczną, trzeba taki regulamin czytać przez pryzmat norm wyższego rzędu. Trzeba pytać, czy jego zastosowanie w konkretnej sprawie nie prowadzi do skutku rażąco niesprawiedliwego. Trzeba pytać, czy obywatel może być karany ekonomicznie za wadliwość programu, za brak skutecznej weryfikacji wykonawców, za błędną konstrukcję pełnomocnictw, za przepływ pieniędzy bezpośrednio do przedsiębiorcy.
Właśnie dlatego stanowisko Kancelarii jest konsekwentne: Beneficjent nie może być traktowany jako automatyczny płatnik za nieuczciwego wykonawcę.
To nie jest gest retoryczny. To jest linia obrony oparta na doświadczeniu spraw, pism, pozwów, wezwań, postępowań karnych i rozmów z Beneficjentami, którzy często przychodzą nie sami, ale z rodziną, bo problem „zwrotu dotacji” jest problemem całego domu, a nie jednego podpisu na umowie.
UD346 — ustawa, która nie naprawia wszystkiego, ale obnaża skalę błędu
Projekt ustawy UD346 ma znaczenie większe niż wynikałoby z samego faktu, że jest jeszcze projektem. Nie jest dziś obowiązującym prawem. Nie można na jego podstawie automatycznie żądać umorzenia należności. Nie można udawać, że sam fakt istnienia projektu rozwiązuje spór z Funduszem albo wykonawcą.
Ale projekt ma ogromne znaczenie diagnostyczne. Pokazuje, że państwo wie, iż problem istnieje. Pokazuje, że nie jest to wymysł kilku niezadowolonych osób. Pokazuje, że dotychczasowe instrumenty były niewystarczające.
W uzasadnieniu projektu wprost wskazano, że ustawa ma stanowić pomoc dla osób znajdujących się w bardzo trudnej sytuacji, powstałej bez ich winy, i ma zniwelować negatywne skutki zobowiązań kontraktowych zaistniałych na skutek działań nieuczciwych wykonawców lub osób trzecich. Co więcej, projektodawca przyznaje, że obecnie Beneficjenci pozostają odpowiedzialni wobec Funduszu, mimo że powodem niewykonania zobowiązań są działania lub zaniechania wykonawców, a Fundusze nie mają podstaw, aby w uzasadnionych przypadkach zaniechać dochodzenia roszczeń od poszkodowanych Beneficjentów.
To zdanie jest aktem oskarżenia wobec dotychczasowej konstrukcji programu.
Bo jeżeli państwo musi tworzyć ustawę, aby nie obciążać ofiar przestępstw obowiązkiem zwrotu dofinansowania, to znaczy, że wcześniejszy system był niewystarczający. Jeżeli projektowana ustawa ma odwrócić dotychczasową konstrukcję, w której ryzyko działań wykonawcy obciążało poszkodowanego Beneficjenta, to znaczy, że ta konstrukcja faktycznie istniała i była dla Beneficjentów niebezpieczna.
29 lipca 2026 r. — ważny moment procesu legislacyjnego
Podczas spotkania z Beneficjentami w dniu 29 lipca 2026 r. szczególne znaczenie miała informacja o kolejnym etapie prac nad projektem. Wskazywano, że pojawił się punkt dotyczący Komisji Prawniczej, a raport z konsultacji potwierdza dalszy ruch projektu w procesie legislacyjnym.
Następnie dokument z 30 lipca 2026 r. potwierdził, że projekt został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów 9 lipca 2026 r. i rekomendowany Radzie Ministrów z autopoprawką wynikającą ze stanowiska Ministra Klimatu i Środowiska. W tym samym piśmie wskazano również, że zgodnie z pismem Rządowego Centrum Legislacji z 29 lipca 2026 r. projekt nie wymaga rozpatrzenia przez Komisję Prawniczą.
To nie jest detal techniczny. To jest sygnał, że projekt nie został odłożony na półkę. Co więcej, w piśmie Ministra Klimatu i Środowiska poproszono o potraktowanie sprawy jako pilnej i rozważenie skrócenia postępowania sejmowego.
Nie wolno jednak pomylić nadziei z biernością. Proces legislacyjny może pomóc, ale nie zastąpi działań procesowych. Beneficjent nie powinien czekać bezczynnie na ustawę, skoro już dziś przychodzą pisma, biegną terminy, pojawiają się nakazy zapłaty, a prokuratury podejmują decyzje o wszczęciu albo umorzeniu postępowań.
Postępowanie karne nie jest dodatkiem. To może być oś obrony
Projekt UD346 wiąże jedną z najważniejszych form ochrony Beneficjenta z postępowaniem karnym. Zawieszenie spłaty należności ma przysługiwać w przypadku wszczęcia postępowania karnego dotyczącego przestępstwa związanego z realizacją umowy o dofinansowanie na szkodę Beneficjenta albo spadkobiercy.
Najdalej idące rozwiązanie dotyczy jednak prawomocnego skazania wykonawcy albo osoby trzeciej. Projekt przewiduje, że prawomocne skazanie za przestępstwo, którego skutkiem było niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy o dofinansowanie, wyłącza z mocy prawa odpowiedzialność Beneficjenta oraz spadkobiercy względem Funduszu za spłatę należności.
To jest punkt ciężkości.
Dlatego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa nie jest „opcją dodatkową”. W sprawach, w których wykonawca pobrał środki, nie wykonał prac, zniknął, posłużył się wadliwymi dokumentami, zawyżył kosztorys albo doprowadził Beneficjenta do podpisania dokumentów bez realnej wiedzy o ich skutkach, zawiadomienie może być jednym z najważniejszych działań ochronnych.
Nie oznacza to, że każdy spór techniczny należy sztucznie karnizować. Oznacza to, że tam, gdzie zachowanie wykonawcy nosi cechy oszustwa, poświadczenia nieprawdy, wyłudzenia lub innego czynu zabronionego, Beneficjent nie powinien pozostawać w milczeniu.
Jeżeli prokuratura umarza postępowanie, nie wolno traktować tego jak końca drogi. Umorzenie nie jest wyrokiem uniewinniającym. Nie oznacza automatycznie, że nie było przestępstwa. Bardzo często oznacza, że sprawy nie zbadano dostatecznie głęboko, że nie przeanalizowano dokumentów, nie przesłuchano właściwych osób albo nie uchwycono specyfiki programu.
Takie postanowienie wymaga analizy i często zażalenia.
Fundusz jako pokrzywdzony — ale nie kosztem Beneficjenta
Projekt przewiduje również, że w postępowaniu karnym za pokrzywdzonego będzie uważany także właściwy Fundusz w zakresie obejmującym należność.
To rozwiązanie ma sens tylko wtedy, gdy nie prowadzi do zepchnięcia Beneficjenta na dalszy plan. Fundusz może mieć interes w odzyskaniu środków publicznych. Ale Beneficjent ma interes w ochronie domu, majątku, rodziny, stabilności życiowej i dobrego imienia. Nie można dopuścić do sytuacji, w której postępowanie karne staje się wyłącznie narzędziem ochrony finansów publicznych, a osoba, która realnie padła ofiarą nadużyć, znowu zostaje sprowadzona do roli tła.
Właśnie dlatego obrona praw Beneficjenta musi być aktywna. Trzeba pilnować akt. Trzeba składać wnioski dowodowe. Trzeba reagować na umorzenia. Trzeba budować dokumentację. Trzeba doprowadzić do tego, aby sprawa Beneficjenta nie została po raz kolejny przykryta interesem instytucji.
Nieuczciwy wykonawca nie staje się wierzycielem tylko dlatego, że Fundusz obciął mu wypłatę
W praktyce coraz częściej pojawia się drugi front: wykonawcy pozywają Beneficjentów o zapłatę kwot, których nie otrzymali od Funduszu. Nierzadko dzieje się tak po zakwestionowaniu kosztorysu, po odmowie wypłaty drugiej transzy albo po stwierdzeniu braków dokumentacyjnych.
To sytuacja wyjątkowo cyniczna. Jeżeli Fundusz odmawia wypłaty wykonawcy, ponieważ dokumentacja jest wadliwa, koszty są zawyżone albo prace nie zostały wykonane zgodnie z zasadami programu, to nie oznacza, że wykonawca może automatycznie skierować roszczenie do Beneficjenta.
Beneficjent nie jest bezpiecznikiem finansowym wykonawcy. Nie jest prywatnym gwarantem płynności przedsiębiorcy. Nie jest osobą, która ma dopłacić z własnej kieszeni do kosztorysu uznanego za nierzetelny.
Jeżeli przychodzi nakaz zapłaty, trzeba działać natychmiast. Brak sprzeciwu może doprowadzić do uprawomocnienia nakazu, a później do egzekucji komorniczej. Wtedy spór, który można było prowadzić w sądzie, przenosi się na znacznie trudniejszy etap.
Największe błędy Beneficjentów: milczenie, raty i rozmowy bez dokumentów
W sprawach „Czystego Powietrza” największym przeciwnikiem Beneficjenta często nie jest tylko Fundusz albo wykonawca. Jest nim pośpiech, stres i wiara, że „jakoś się dogadamy”.
Najbardziej niebezpieczne są rozmowy prowadzące do uznania długu. Jeżeli Beneficjent podpisuje wniosek o rozłożenie należności na raty, może w praktyce wzmocnić stanowisko drugiej strony, bo taki dokument będzie przedstawiany jako uznanie zobowiązania. Z perspektywy obrony to bardzo poważny problem.
Drugim błędem jest pertraktowanie z wykonawcą, który już raz doprowadził Beneficjenta do sytuacji kryzysowej. W tym kontekście padło zdanie krótkie i ostre, ale bardzo trafne: „Nie można pertraktować z oszustem.”
Oczywiście każda sprawa wymaga indywidualnej oceny. Nie każdy wykonawca jest sprawcą przestępstwa. Ale jeżeli zachowanie wykonawcy wskazuje na świadome wprowadzenie w błąd, brak wykonania prac, próbę wymuszenia dodatkowych płatności albo podpisania dokumentów korzystnych wyłącznie dla niego, Beneficjent powinien zachować najwyższą ostrożność.
Trzecim błędem jest brak pisemnej dokumentacji. Telefony z Funduszem, rozmowy z przedstawicielem wykonawcy, ustne zapewnienia, wiadomości bez potwierdzenia — to wszystko może później okazać się niewystarczające. Trzeba pisać. Trzeba odpowiadać. Trzeba wysyłać pisma. Trzeba zachowywać potwierdzenia nadania. Trzeba tworzyć historię sprawy, bo sąd i prokuratura będą patrzeć nie tylko na to, co się stało, ale również na to, jak Beneficjent reagował.
Skala problemu nie pozwala mówić o przypadkach jednostkowych
Ocena Skutków Regulacji wskazuje, że liczba umów z nierozliczonymi zaliczkami wynosi ponad 8 tysięcy, a łączna kwota nierozliczonych zaliczek to około 285 mln zł. Wskazano także 634 zawiadomienia o charakterze karnym raportowane przez Fundusze i NFOŚiGW.
To nie jest margines. To nie jest kilka błędów. To nie jest zbiór indywidualnych nieporozumień. To jest skala, która przytłacza i która wymaga odwagi w nazywaniu rzeczy po imieniu.
Jeżeli państwo tworzy program, w którym środki publiczne płyną do wykonawców, a potem tysiące osób ma problem z rozliczeniem zaliczek, to nie można tej odpowiedzialności rozpuścić w ogólnym haśle „Beneficjent powinien był uważać”.
Beneficjent miał prawo ufać, że program publiczny jest skonstruowany racjonalnie. Miał prawo ufać, że wykonawcy dopuszczeni do udziału w mechanizmie nie będą działali poza realną kontrolą. Miał prawo ufać, że jeżeli pieniądze płyną bezpośrednio do wykonawcy, to państwo nie przerzuci później całego ryzyka na osobę fizyczną.
Obdzieranie programu z obłudy
Kancelaria Adwokacka Marcina Wolskiego od wielu miesięcy prowadzi sprawy Beneficjentów programu „Czyste Powietrze”. Nie robimy tego z pozycji neutralnego komentatora, który raz występuje po jednej stronie, raz po drugiej. Nasza perspektywa jest jasna: działamy na rzecz Beneficjentów.
Wskazywano publicznie, że Kancelaria reprezentuje ponad 350 Beneficjentów i że na dzień webinaru żaden z tych Beneficjentów nie musiał zwrócić ani złotówki. To nie jest obietnica wyniku w kolejnych sprawach. To jest informacja o dotychczasowej praktyce i o konsekwencji przyjętej linii obrony.
Naszą rolą jest obdzieranie programu z obłudy. Z wygodnych skrótów. Z urzędowej narracji, która mówi: „regulamin tak stanowi, więc obywatel ma płacić”. Z prób przerzucania odpowiedzialności na osoby, które często nie miały realnej kontroli nad dokumentami, kosztorysami, przelewami, zakresem prac i działaniami pełnomocników.
Nie zgadzamy się na to, aby Fundusz zasłaniał się ustawą o finansach publicznych w sposób, który prowadzi do ataku na najsłabszego uczestnika całego mechanizmu. Nie zgadzamy się na to, aby wykonawcy po pobraniu środków próbowali jeszcze pozywać Beneficjentów. Nie zgadzamy się na to, aby umorzenia prokuratury były traktowane jak wygodne zamknięcie sprawy. Nie zgadzamy się na to, aby wielorodzinne domy, ludzie starsi, osoby mniej zamożne i rodziny żyjące pod presją ogromnych kwot stały się kosztem ubocznym wadliwie napisanego programu.
Co powinien zrobić Beneficjent dzisiaj
Beneficjent nie powinien działać pod wpływem strachu. Powinien działać szybko, ale spokojnie. Stanowczo, ale mądrze. Nie wolno ignorować pism z Funduszu. Nie wolno odkładać na później nakazu zapłaty. Nie wolno podpisywać rat bez analizy skutków. Nie wolno prowadzić rozmów z wykonawcą bez zabezpieczenia dowodów. Nie wolno uznawać, że umorzenie prokuratury kończy sprawę.
Trzeba zabezpieczać dokumenty. Trzeba odpowiadać na pisma. Trzeba składać zawiadomienia tam, gdzie zachowanie wykonawcy wskazuje na możliwość popełnienia przestępstwa. Trzeba kontrolować postępowania. Trzeba wnosić zażalenia, jeżeli umorzenie jest przedwczesne. Trzeba reagować na pozwy i nakazy zapłaty. Trzeba pilnować terminów.
Przyszła ustawa może pomóc. Ale najpewniej pomoże przede wszystkim tym Beneficjentom, którzy już dziś budują swoją obronę.
Podsumowanie
Webinar z 29 lipca 2026 r. pokazał, że sprawy Beneficjentów programu „Czyste Powietrze” weszły w kolejny etap. Z jednej strony projekt UD346 przesuwa się w procesie legislacyjnym. Z drugiej — Fundusze nadal wzywają, wykonawcy nadal żądają pieniędzy, prokuratury nadal umarzają część spraw, a Beneficjenci nadal muszą bronić się tu i teraz.
Nie można czekać bezczynnie na ustawę. Nie można wierzyć, że system sam naprawi krzywdę, którą wcześniej tolerował albo której nie potrafił zatrzymać. Nie można zostawić Beneficjenta samego z urzędem, wykonawcą, pozwem, nakazem zapłaty i strachem o dom.
Program „Czyste Powietrze” miał służyć poprawie jakości życia obywateli. Jeżeli w praktyce doprowadził część z nich do sytuacji granicznej, to obowiązkiem adwokata jest stanąć po stronie człowieka, a nie po stronie wygodnej narracji systemu.
Kancelaria Adwokacka Marcin Wolski pozostaje po stronie Beneficjentów.